Strona główna » Obóz Target 54 – pamiętnik emerytowanego komandosa – część czwarta
ARTYKUŁY WYJAZDY GOLFOWE

Obóz Target 54 – pamiętnik emerytowanego komandosa – część czwarta

Obóz Target 54 – pamiętnik emerytowanego komandosa – część czwarta
5 (100%) 3 votes

Obóz Target 54 – pamiętnik emerytowanego komandosa. (Ściśle tajne!. Bez klauzuli dostępu do tajemnicy państwowej – nie czytać !)

Wstępu brak – ocenzurowano!

Część czwarta – zagrałem u generała. Zostałem aresztowany i wylądowałem na makatce u majora.

Siódma rano, walenie w  drzwi. Nie pukanie, nie skrobanie, nie  miałczenie – walenie. Brutalne, złośliwe, nie wróżące niczego dobrego. Otwieram. Żandarmeria wojskowa.  Już nie koledzy. Wprawdzie koledzy, ale jacyś nie koledzy. Chwytają mnie pod ramiona i wynoszą. Takiego stanu grawitacji jeszcze nie doznałem. Siedziałem, płynąłem, leciałem, wisiałem, ale żeby tak zaraz pod pachy. I jak taki stan nazwać. Pacho-zwis?

Ląduję na makatce u majora. Wzrok surowy, zdecydowany. Co jest? Przecież kiedyś to mnie nawet lubił. Teraz nie lubi.

Żołnierzu!, zaprosiłem was tutaj ponieważ ze smutkiem muszę stwierdzić, że odlatujecie. Nikt was już nie rozumie. Co wy za dyrdymały piszecie. Co za smoki, co za wybuchowe żaby. Całkiem już wam padło na mózg. Może to od tych upałów. Weźcie się w garść i prawdę piszcie, rzeczową i konkretną!. Poczytajcie innych autorów!. Przemyślcie to!. Ja będę was obserwował!.  Odmaszerować!.

To mój koniec. Nie będę już Szczepanem Twardochem polskiej prozy golfowej. Mam zostać kronikarzem? Telewizją publiczną? – nie, nie –  oni to dopiero kombinują. Ja na smoku to pestka. Oni  wymyślili, że Naczelnik wprowadza demokrację. Telewizją być nie mogę. Rzuciłem się na literaturę golfową. A w kraju dobrej zmiany książek o golfie jest mnóstwo, w przeciwieństwie do golfistów, których jest trochę mniej niż tych wydanych książek.

Pierwsza pozycja, to nowość wydawnicza mojego kolegi Wojtka Pasynkiewicza. „Golf to moja pasja” – taki tytuł. Mało odkrywczy wiedząc, że Wojtek zagrał na 400 polach. Otwieram rozdział o Tajlandii. Jak znalazł. Czytamy. Nie czytamy. Tajlandii nie ma. To może Wietnam. Jest! Czytamy – o podróży czytamy. ”Pędzę na przyloty, bo tam jest postój, ale kolejka do taksówek od razu sugeruje, że to zły pomysł. Nie pędzę więc już, a zapierdalam z powrotem na odloty, że złapię taksówkę, którą ktoś przyjedzie na lotnisko” – koniec cytatu. Ja odlatuję ?

Kolejna pozycja – „Golf . Technika swingu”. Autor Patrice Amadieu. W tym dziele muszą być same konkrety. Czytamy „Aby zapobiec utracie mocy z powodu niesekwencyjnego zwijania, prawa stopa musi zapewnić coś w rodzaju elastycznego naprężenia przez utrzymanie pięty po wewnętrznej stronie osi sylwetki” ?.  Albo „Mięśnie brzucha wykonują nieznaczny skręt, ale utrzymują wyraźny „kontakt” z ziemią.”  I kto tu odlatuje Panie majorze?

Ostatnia próba Michał Kopczewski „Czego uczy nas golf” Pozycja najgrubsza, dzieło wymienionego Pana, spółki  Persons Family i kremowej Pani Eris. Mówi Pani Dr Irena Eris, w książce o golfie : ”Mało brakowało, a pierwszy krem w ogóle by nie trafił do sprzedaży, bo nie miałam go w co zapakować. Masy były gotowe, a słoiczków brak”  I co? Cytatów z książek majora Chrisa Czupryny, a napisał ich cztery, nie przytoczę. Boję się.

Majorze! daj pisać po ludzku. Nie dał.

W dzisiejszym odcinku napiszę o zwyczajach panujących na polach golfowych w Tajlandii. Tajlandia to duży i piękny kraj. Zielony i klimat ma ciepły. Ludzie są szczęśliwi i mało wydają, bo dużo nie mają. W golfa grają, bo mają zniżki.

Mam nadzieję, że tym tekstem uśpiłem czujność majora, więc mogę napisać prawdę. Swoją prawdę.

Na tajskich polach golfowych można się poczuć jak w Korei Północnej. Nie byłem, ale słyszałem. Każdy golfista ma swojego, obowiązkowego,  opiekuna. Jest nim caddy. W 90 procentach są to kobiety ubrane w kolorowe, klubowe stroje zimowe. Każde pole ma inny kolor . Najładniejsze żółto-niebieskie. Do ich zadań należy : prowadzenie melexa lub ciągnięcie wózka. Podawanie i czyszczenie  kijów. Informowanie o odległościach, przeszkodach, breakach. Czyszczenie i zaznaczanie piłeczki na greenie. Nie dość tego, to jeszcze ustawiają piłeczkę znacznikiem na dołek z uwzględnieniem pochylenia greenu. Jest to wygodne, bo jak nie trafisz, a wiadomo, nie trafisz, masz na kogo zwalić. Źle ustawiła!. Siłą rzeczy flight-y są więc ośmioosobowe. Mnie to przeraża. Brak intymności, zadumy nad pięknymi uderzeniami. I okrzyki miłych caddy :  „good shot!” nie rekompensują braku golfowej samotności.  A gra z melexów – beznadzieja. Każdy w swoją stronę i spotkania tylko na greenach. A tam trzeba być cicho. A potem znowu caddy zapakuje cię do pojazdu i tak w kółko. A i poprowadzić nie dadzą.

Do każdego fee doliczona jest osobna opłata za caddiego – 300 batów. W poprzednich odcinkach ustaliliśmy, że to 30 zł. To jednak nie koniec wydatków. Po grze, zwyczajowo, wyjmujesz z portfela kolejne 300 batów i dajesz w formie podziękowania. Nie musisz, ale wszyscy dają. Nie dasz?. Wstyd nie dać..

 

Tyle o caddych. Przechodzimy do generała.

 

W Tajlandii są dwa zawody, o których marzy każdy młody człowiek. Policjant i wojskowy. A jak już wojskowy, to najlepiej generał.

 

Rancho Charnevee Country Club

 

Pole jest własnością generała – wielbiciela gry w golfa. Ponieważ pan generał ma, jak to generał, mnóstwo zajęć i koszary daleko, na pole przylatuje samolotem. Niestety, nie jest to samolot pionowego startu, wybudował więc  pas startowy. Piękny, pełnowymiarowy, nie trawiasty.  Z hangarem i rękawem wskazującym kierunek wiatru. Kocha też konie. No to dookoła stadnina i wybieg i konie. W młodości był rybakiem, kuter więc sprowadził i posadowił na jednym ze stawów utrudniających grę golfistom. Nie kuter utrudnia, tylko woda.Taki to generał.

A pole?  Zadbane, jak na przyjazd naszego ministra wojny w czasie pokoju. Aż strach stąpać. Divota zrobić, boże broń. A w duszy gra to pole? Nie za bardzo. Fajne, trudne, ale nie powalające. Generał rybak, to i dużo wody I to trudnej wody. Długiej. Przebij 170 metrów w locie. Ja nie przebiję. Natomiast greeny! Major się zachwycał, nas wprowadzały w depresję. Prędkość 10-12. Co to znaczy? – nie wiem. Wiem, że nie do opanowania. Cztery paty norma. Mimo, że caddy ustawiała znacznikiem na dołek i mówiła „uphill”, albo „downhill”. Mnie tam te hille nie pomagały.

Po grze piwo za 22 zł, niedobre, Singha się nazywało i informacja :  ilość wykonanych zdjęć mówi, że pole można odpuścić.  Bez żalu.

Ps. Prawda, że artykuł rzeczowy i spójny tematycznie i przekazał wszystkie informacje w formie skondensowanej i czytelnej. Napiszcie coś do majora. Może skróci karę.

Ps2. Wznieśmy kielichy, tego co kto lubi – nie musi być szampan, w górę i wspólnie zakrzyknijmy– „Szczęśliwego Nowego Roku 2018”

Emerytowany Nowy Rok 2018, w czynnej służbie, były super golfistaJacek Zaidlewicz

 

Jacek Zaidlewicz

HCP: 14

Komentarze

Kliknij tutaj aby dodać komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  • Panie Jacku!

    Jak zwykle petarda!

    Ps. ile to się książek “golfowych” porobiło na polskim rynku wydawniczym

  • Panie Jacku,

    Fantastyczne opisy pól. Mam pytanie. Gdzie się wybrać na siedmiodniowy wyjazd tak aby mieć hotel na polu ? Na polu godnym komandosa oczywiście!

    • Drogi Antku i Piotrze.
      Chwila cierpliwości i wszystkiego się dowiecie. Namówiłem majora Chrisa Sihaba Czuprynę, który na stałe mieszka w Tajlandii, na przekazanie najważniejszych informacji na ten temat. Jeszcze parę “odjazdowych” odcinków i będą nudne informacje 🙂
      pozdrawiam jacek

SKLEPY GOLFOWE

Jacek Zaidlewicz

HCP: 14