ARTYKUŁY WYJAZDY GOLFOWE

Obóz Target 54 – pamiętnik emerytowanego komandosa – Część piąta – Not Found – Error 404

Wschód słońca dawno wzszedł a pukania brak. Skrobania i miałczenia brak. Walenia też nie ma. Budzę się. Otwieram jedno oko – nic nie widzę. Otwieram drugie – nadal nic. Otwieram trzecie – widzę Caddiego. Caddiego widzę codziennie, czyli nadal nic nie widzę. Chwytam za umieszczoną sprytnie pod łóżkiem długofalówkę, wyciskam szyfr i próbuję połączyć się z majorem. W głośniku cisza. Rzucam się do drzwi, rozwijam kabel radiowy i gnam do pokoju Sahiba. Jak podłączę kabel do długofalówki  majora, to z majorem się połączę. Tak sprytnie wymyśliłem. Nie ma się z kim łączyć. Majora w pokoju nie ma. Wybiegam na korytarz. Nieznajomy, w długim zimowym płaszczu, delikatnie mnie muska. Na podłodze kartka. Podnoszę z przerażeniem, słusznie , że z przerażeniem. „Mamy go!” – wali w moje bębenki wiadomość z kartki. I podpis „golfowa rękawica . Ps. „czarna”. Najbardziej reakcyjna grupa golfowa. Znam ich sztuczki. Potrafią podrzucać piłeczki, nie liczyć air shotów, odejmować punkty na dołku. Mówią sześć uderzeń, ty wiesz, że osiem. Spróbuj  powiedzieć osiem. Nie żyjesz. Otwieram księgę szyfrów i zadań na kolejne dni. Już wiem gdzie go zabrali. Wsiadam na tylne siodełko skooter-taxi i delikatnie obmacuję kierowcę. Może mieć  gnata. Nie ma, ale patrzy na mnie jakoś tak dziwnie. I uśmiecha się dziwnie. Jak nic szpieg. Lądujemy w okolicy Pattay, nad oceanem, nie wiem jakim, w wiosce Sunset Village.

Na ławeczce, w cieniu, siedzi On. Major siedzi i się uśmiecha. Żołnierzu, zdaliście egzamin. To były manewry. Gratuluję.

Siam Country Club – Plantation (Pineapple + Sugar Cane). Mają jeszcze Tapiokę.

Kolejny dzień i kolejne ćwiczenia. Takeway i transition (przesunięcie biodra). A biodro stare, nie ruchawe. Jakoś nie wychodzi.  Zmęczyło się to biodro chodzeniem po krzakach i szukaniem piłek.

Dzisiaj gramy na tym naj….w Tajlandii  – Siam Country Club. Wybudowali trzy osiemnastki. My na Plantation, które ma trzy dziewiątki.

Trudne i  piaszczyste i długie i krzywe, ale piękne jest. I kwiaty i trawy i krzaki przepiękne. I tak zielono, że aż za zielono. Jak piłka wpadnie w wysokie zielone,  nie wchodź –  podziwiaj. Wewnątrz kobry czekają na twoje łydki i piłeczki też. Do kupienia w pro shopie za tanie pieniądze. Nie kobry, piłeczki.

Są na tym polu dwa źródła pochodzenia używanych piłeczek, od węży lub od miejscowych nurków.  Ci nurkowie pływają w jeziorkach  i czekają. Głowy tylko widać. Głupio nie utopić. Więc topisz. On wyławia, pokazuje i nie oddaje. Oddaje, ale do pro shopu. Taka u nich tradycja.

Nie mogę się  przyzwyczaić do wszechobecności tajskich caddy. Dzisiaj miałem z przydziału siedemdziesięciolatkę. Nie wypadało więc pozwolić, żeby dźwigała kije. Nie dość tego, melexy mogły jeździć tylko po asfaltowych ścieżkach. No to sobie wyobraźcie. Piłka leży na środku farway-a. Udało mi się w ten środek trafić. Idę do piłki, mierzę, wracam po kij, uderzam, wracam do melexa. I tak osiemnaście dołków.

Podobno można zadzwonić do marshala i caddy zmienić. A jak ona jedyny żywiciel rodziny. Nie zadzwonisz i dźwigasz te kije. Kijowe życie. Miała jednak moja caddy i zalety, a tak naprawdę to jedną zaletę. Ustawiała, bez pytania, piłkę na greenie, znacznikiem na dołek. W związku z wiekiem myliły jej się czasami strony breaków, ale generalnie była  bezbłędna. Moim zadaniem było tylko uderzyć. Przerastało to moje umiejętności. Uwaga dla wszystkich przyszłych Tajlandczyków. Nie liczcie, w tym pięknym kraju, na dobre wyniki. Nie da się. Szybkie i pokrzywione greeny są bezlitosne. My niezwyczajni.

Podziwiajcie widoki i smakujcie jedzenie, a jest co smakować .

Wieczór – Sunset Village

Siedzę i piję, ile można pić, a jednak piję. Tym razem w ramach oszczędności, nie czerwone wytrawne, a złociste pszeniczne, bez lodu, bo nie ma – tropiki są, ale z Colą. Ohyda.

Przede mną  palma, ocen indyjski, na plaży trzy bezpańskie psy. W oddali Pattaya. Widać i słychać. Woda niesie. Nie golfiści się bawią. Zagłuszam przenośnym głośniczkiem. 9 pm. i 28 stopni. A u nas?.  „Na zachodzie bez zmian” – 0 st. – i deszcz ze śniegiem.  I dobra zmiana co walczy o podniesienie Polski z kolan. Pewnie ma reumatyzm. Zalecam Movalis, raz dziennie. Po co zaraz ruszać sądy.

To złociste bez lodu, jak zaznaczyłem, ohyda, ale z czasem palma co wyrasta z tarasu, ładniejsza, woda w oceanie, mimo, że noc, błękitniejsza, a muzyka z głośniczka taka romantyczniejsza. Gospel leci. Czarny pan się modli, a chóry wtórują. Fajne. Tutaj Budda.  Medytacja.

Co lepsze? Szósty dzień golfa w piekarniku, czy kapcioszki w domu przy kominku?  Dobranoc.

Jutro kolejny trening, kolejna gra i kolejna caddy. A, i 30 stopni.

Siam Country Club – Old Course.

Dzisiaj jeszcze bardziej naj.. z naj.. i jeszcze naj.. w Tajlandii, czyli Siam Old Course.

I nie można melexem na farway. I już mam nerwa.

Niepotrzebnie. Dzisiaj, dla odmiany, żółta caddy, młoda i biega jak gazela z pękami kijów od wózka do ciebie i z powrotem i rozumie twoje potrzeby i podpowiada jakim kijem zagrać i ze złych strzałów się pośmieje i dobre nagrodzi oklaskiem. Fajna caddy. Dostała 500 batów. Co za rozkosz.

Pole bez egzotycznych ochów, ale klasowe. Do zagrania koniecznie. Turniej Honda Classic dla pań – to tutaj, od lat.

 

Emerytowany komandos, w czynnej służbie, były super golfistaJacek Zaidlewicz

Ps. Pan od skutera nie odjechał. Chodzi po okolicy i dziwnie się do mnie uśmiecha. Mówiłem, że szpieg.

Ps2. Żeby nie było, że tylko odlatuję. Garść konkretów.

Opisywane pola znajdują się w okolicy kurortu Pattaya.

Siam GC to trzy pola :

Siam – Old Course (trzecie na liście najlepszych pól golfowych w Tailandii)

Siam – Plantation (piętnaste)

Siam – Waterside ( trzydzieste pierwsze).

Jeżeli trzeba wybrać jedno, to oczywiście Old Course.

Świetne zaplecze, dobry pro-shop i doskonałe jedzenie. Caddy nic nie kupiła, więc się najadła. Ze smakiem. Jak to w Tajlandii.

Mieszkamy w Sunset Village (to tam gdzie w basenie były wybuchowe żaby). Fantastyczne szałasy. Trzeba rezerwować te w pierwszej linii nad oceanem. Do wody 30 metrów i pusta plaża. Tylko kiedy na niej leżeć. Wyjeżdżamy o świtaniu, wracamy w nocy. Tyle z plaży. Ale pięknie.

Jacek Zaidlewicz

Jacek Zaidlewicz

HCP: 14

Dodaj komentarz

Kliknij tutaj aby dodać komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Newsletter

Jeden procent na golfa

Jacek Zaidlewicz

Jacek Zaidlewicz

HCP: 14