WIADOMOŚCI GOLFOWE

THE MATCH – Tiger vs Phil. Wielki golf, wielkie pieniądze.

Ludzie zawsze uwielbiali wielkie widowiska. Już od czasów starożytności zmagania najlepszych atletów w Grecji, walki gladiatorów lub wyścigi rydwanów w rzymskim Colosseum ściągały niezliczone tłumy  obserwatorów.

Co tu jednak mówić o paru, czy parunastu tysiącach ludzi, kiedy we współczesnym świecie widownia przed telewizorami idzie w setki milionów. Finał Mistrzostw Świata w piłce nożnej; mecz baseball’a o mistrzostwo USA; walka bokserska co pewien czas nazywana walką stulecia – jak kiedyś Cassius Clay (Muhammed Ali) kontra Joe Frazier,  czy niedawno Mayweather vs Pacquiao; wielki mecz tenisowy gromadzą przed ekranami czasem ponad miliard widzów. Nie inaczej jest w golfie. Finałowy dzień trwającego od czwartku do niedzieli jednego z czterech turniejów Wielkiego Szlema cieszy się ogromną popularnością i oglądalnością.

To jest sport w najczystszym wydaniu, bez względu na dyscyplinę.

Czemu jednak nie zarobić dodatkowych pieniędzy jeśli dane wydarzenie wzbudzi powszechne zainteresowanie, ludzie zapłacą za bilety, a telewizja za prawa do transmisji ?

Znane są przypadki organizowania pokazowych pojedynków gwiazd tenisowych, zawodów motocrossowych, czy słynnych tourne Realu Madryt, który przed właściwym sezonem jedzie do Azji rozegrać kilka meczów w Chinach czy Korei, księgując po stronie przychodów kilkaset milionów € za sprzedane bilety, koszulki, gadżety i oczywiście prawa do pokazywania tych widowisk (bo jak je inaczej nazwać ?) w telewizji.

Nic więc dziwnego, że wreszcie ktoś wpadł na pomysł zorganizowania meczu między dwoma wybitnymi golfistami.

Aktorzy :

during the final round of the AT&T Pebble Beach National Pro-Am at Pebble Beach Golf Links on February 12, 2012 in Pebble Beach, California.
  • Eldrick (Tiger) Woods, urodzony w Kalifornii, w grudniu tego roku skończy 43 lata, zamieszkały w Jupiter na Florydzie.

Nazywany często fenomenem golfa. Afroamerykanin, z ojca Earla – weterana wojny wietnamskiej, pół Afroamerykanina i po ćwierci Indianina i Chińczyka i matki Kutildy – pół Tajki i po ćwierci Holenderki i Chinki, nazwany Tigerem na cześć wietnamskiego przyjaciela ojca Nguyen Phonga.

Niektórzy mówią, że wcześniej zaczął grać w golfa niż nauczył się chodzić.

Może coś w tym jest bo mając trzy lata potrafił zagrać dziewięć dołków poniżej 50 uderzeń, a mając osiem całą osiemnastkę zakończył wynikiem 76 (norma to 72). Mówi się, że zagrać par pola, lub niewiele powyżej, czyli w slangu golfistów przynieść z przodu siódemkę potrafi mniej niż 1% wszystkich golfistów na świecie, robi to więc wrażenie gdy taki wynik osiąga dziecko. W tym wieku wygrał też po raz pierwszy mistrzostwa amatorów USA, grając w grupie starszych dzieci. Cztery lata później (mając zaledwie 12 lat) grając z profesjonalnych tee, tych najdalej odsuniętych od właściwego dołka zagrał już tylko 68 uderzeń, cztery poniżej par pola. W wieku 20 lat miał na koncie 3 tytuły mistrza amatorów USA. Potem przeszedł na zawodowstwo i w kolejnych 12 latach wygrał praktycznie wszystko co było do wygrania. Ma na koncie 108 zwycięstw w turniejach z tego 14 w randze Wielkiego Szlema. Ciągle gonił Jacka Nicklausa, który miał więcej wygranych turniejów, ale jest już sportowym emerytem. Trafił na czasy kiedy dzięki telewizji mogły go oglądać na całym świecie miliony widzów.

Dość zamknięty w sobie, na pewno niemedialny, wzbudzał jednak zachwyt techniką, skutecznością, wolą walki i osiąganymi rezultatami. Nike, jego główny sponsor (kije, piłeczki i stroje), płacił mu gigantyczne pieniądze za współpracę. Raczej jednak nie dokładał do biznesu, bo jak mówiono nowa koszulka tego producenta odzieży i akcesoriów sportowych, w której grał Tiger, w ciągu następnych paru dni po jego występie sprzedawała się w milionach egzemplarzy na całym świecie, po kilkadziesiąt dolarów za sztukę. Tiger przeniósł golfa w inny wymiar. Jego pochodzenie, kolor skóry, kariera i konsekwencja w grze, wygrane turnieje, zarobione na sporcie i na reklamie pieniądze uczyniły z niego ikonę golfa, postać i nazwisko znane na całym, również nie golfowym, świecie. Szacowano, że będzie pierwszym człowiekiem, który na sporcie zarobi ponad miliard dolarów, a ponoć teraz zarobił już znacznie więcej.

I nagle w szczycie kariery i powodzenia wszystko się zawaliło. Na jaw wyszły nieformalne związki z wieloma kobietami, niektórymi prowadzącymi dość frywolny tryb życia. Zrobił się skandal. Małżeństwo się rozpadło, sponsorzy tacy jak Gillette, Accenture, AT&T, Gatorade zerwali umowy. Przyplątały się kontuzje i kolejne operacje kręgosłupa i kolana. Kariera legła w gruzach.

Czas płynął powoli, rok mijał za rokiem i choć co pewien czas prasa przypominała sobie o Tygrysie, w golfie nie istniał.

Wpierw zrobiło się głośno o 24-o letnim chłopaku z Irlandii Północnej – Rory McIlroy, wspiął się na 1-e miejsce w rankingu najlepszych golfistów, a potem podpisał również z firmą Nike rekordowy kontrakt reklamowy, podobno na 200 mln $. Pojawiły się kolejne młode wilki : fenomenalny Australijczyk Jason Day,  z historią życia jak z taniej powieści – ojciec, zmarły alkoholik i matka, która zastawiła dom żeby Jason mógł grać w golfa; Jordan Spieth, z siostrą z zespołem Downa, który mając 21 lat i 9 miesięcy wygrał Masters w Augusta, a chwilę potem US Open i gdyby w trzecim turnieju Wielkoszlemowym nie zajął drugiego miejsca, to kto wie, czy nie zgarnąłby korony królów wygrywając w jednym roku wszystkie cztery najważniejsze turnieje; Dustin Johnson, do niedawna nr 1 w rankingu najlepszych golfistów; Justin Thomas następny 25-o latek z czołówki graczy PGA, czy w końcu Brooks Koepka, kolejny 28-o latek, który w tym roku wygrał 2 turnieje Wielkoszlemowe. Młode wilki szły do przodu nie bacząc na historię i wielkie nazwiska. Zero kompleksów, atak.

Tiger publicznie pokajał się, złożył samokrytykę, przeprosił żonę i wszystkich fanów. Przez chwilę znów było o nim głośno, ale nie z powodów golfa, tylko związku z Lindsay Vonn, czołową alpejką z USA, również po trudnych przejściach, żeby nie powiedzieć po powrocie do życia po tragicznym upadku na trasie zjazdu. Minęło 9 lat i w ubiegłym roku Tiger wreszcie zaczął pokazywać się na turniejach. Słowo pokazywać się jest jak najbardziej właściwe, bo albo nie przechodził cut’a (cut, czyli odcięcie, to odpadnięcie po dwóch pierwszych dniach najsłabiej grających zawodników), albo się wycofywał. Niesamowite jest jednak, że sam jego powrót, sam udział w turnieju powodował, że zainteresowanie rozgrywkami widzów rosło w postępie geometrycznym. Ciągle – choć bez żadnych aktualnych dobrych wyników – był magnesem przyciągającym ludzi i sponsorów. Świat po prostu na niego czekał. Czekał na powrót dawnego, wielkiego Tigera Woodsa.

Minęło 10 lat i jest, wrócił. Stoczył w tym roku wspaniałą walkę z Brooks Koepka  podczas PGA Championship w Bellerive, St. Louis, przegrywając ostatecznie dwoma uderzeniami i wreszcie 23 września wygrał Tour Championship w East Lake, Atlanta. To ciągle jednak nie jest dawny Tiger. Zdarza mu się nie trafić piłeczką na fairway ani razu na dziewięciu dołkach, ale jest i znowu wszyscy zadają sobie pytanie czy wróci na pierwsze miejsce w rankingu najlepszych golfistów, czy znowu będzie rządził i dzielił.

Obecnie zajmuje 13 miejsce wśród najlepszych golfistów na świecie i ma na koncie ponad 115 mln dolarów zarobionych na grze i jak twierdzą niektórzy – grubo ponad miliard łącznie z kontraktami reklamowymi.

(Photo by Christian Petersen/Getty Images for The Match)
  • Phil Mickelson, w czerwcu skończył 48 lat. Urodził się w San Diego, Kalifornia, w średnio zamożnej rodzinie, a wychowywał trochę tu i trochę w Scottsdale w Arizonie.

Ojciec był pilotem i zapalonym golfistą amatorem. Często zabierał syna na pole, a ten podpatrując jego swing ćwiczył potem godzinami przed lustrem. Będąc praworękim (i dalej we wszystkim poza golfem jest praworęczny) niejako w sposób naturalny stał się leworęcznym golfistą zyskując przydomek Lefty. Wysoki i dość dobrze zbudowany, prawie zawsze uśmiechnięty. Bardzo medialny, sympatyczny, nigdy nie pozujący na gwiazdę jaką niewątpliwie został od 1992 roku przechodząc na zawodowstwo. Wygrał ponad 60 turniejów w tym pięciokrotnie turnieje Wielkiego Szlema : 3-y krotnie Masters i po 1 razie The Open Championship i PGA Championship. Nigdy nie udało mu się stanąć na pierwszym miejscu w US Open, choć 6 razy był drugi. W 2000 roku wygrał turniej PGA Buick Invitational przerywając pasmo sześciu kolejnych zwycięstw w turniejach PGA Tigera Woodsa. Od lat utrzymuje się w czołówce graczy i choć powoli zbliża się do 50-tki, dalej nie mówi pas. W tym roku wygrał WGC – Mexico Championship. Obecnie zajmuje 27-e miejsce w Official World Golf Ranking. Z samych nagród zarobił ponad 88 mln dolarów i zajmuje zaszczytne drugie miejsce wśród najlepiej zarabiających golfistów, tuż za Tigerem. Od lat związany z golfową marką Callaway i sponsorującą go KPMG. Plotka głosi, że wraz z kontraktami reklamowymi zarobił na golfie koło miliarda dolarów. Nigdy nie dotarł na pierwsze miejsce wśród najlepszych golfistów, co najwyżej okupując zaszczytną drugą pozycję, ale jak by nie patrzeć jest ikoną golfa przełomu XX i XXI wieku.

Miejsce (scena) : Shadow Creek Golf Club, Las Vegas, Nevada, USA.

Pole wybudowane w 1989 roku na pustyni, w zasadzie w obrębie miasta, kilka mil na północ od słynnego Stripu. Projekt robił Tom Fazio, który przebudował ponownie to pole w 2008 roku. Biorąc pod uwagę miejsce gdzie powstało można śmiało powiedzieć, że stworzył na piasku oazę w postaci pola golfowego. Gęsty las dookoła, strumyczki, jeziora, pagórki, nieprawdopodobne nasadzenia w postaci tu kępy krzaków, a gdzie indziej drzew obsypanych czerwonymi liśćmi. Wspaniały design pola. Nieprawdopodobna jakość, a bunkry nie dość że wycięte w trawie jakby żyletką to jeszcze obsadzone dookoła innym, żółtym kolorem trawy. Bajka. Zero zabudowań dookoła, a na wprost majestatyczne, gołe, niczym nie porośnięte wysokie góry. Kawałek raju na ziemi. Pole należy do resortu MGM od 2000 roku. Przedtem jego właścicielem był Wynn, miliarder z USA, właściciel dwóch hoteli z kasynami o tej samej nazwie. Tam też było pole – Wynn Golf Club – na którym za drobne 500$ za green fee miałem przyjemność kiedyś zagrać. Kiedyś, bo pola już nie ma i budują się tam domy. Na Shadow Creek jeszcze kilka lat temu, zapewne chcąc zapewnić anonimowość z jednej strony i komfort gry z drugiej (nikogo przed tobą, nikt nie gra i nie pogania cię za tobą) flighty były wypuszczane co godzinę (na zwykłym polu idą co 10 min). Teraz to się zmieniło i za 500 $ można spróbować tam swoich sił na golfie. No, chyba że w nocy zostawiłeś w kasynie grubszą gotówkę – wtedy manager zaprosi cię na koszt hotelu na pole. Co ciekawe na pole nie można pojechać własnym, czy wypożyczonym samochodem, nie mówiąc już o taksówce. Jedyna opcja to limuzyna z hotelu, wliczona zresztą w cenę green fee (poza obowiązkowym, jak to w Ameryce, tipem, oczywiście). Jednak tylko i wyłącznie jeśli mieszka się w którymś z hoteli Las Vegas należących do MGM Resorts. Przekonałem się o tym boleśnie parę lat temu, gdy kompletnie nie świadomy tych reguł próbowałem zarezerwować sobie tee time.

Gaże aktorów (pula nagród) : 9 mln $ – dziewięć milionów dolarów i prosta zasada – zwycięzca bierze wszystko.

Ale nie o kasę to był mecz, choć pewnie mając na koncie nawet miliard dolarów każdy pochyli się lub nie przejdzie obojętnie nad kolejnymi dziewięcioma milionami.

Myślę jednak, że tym razem kasa naprawdę była wtórna. Tu chodziło o sławę, o satysfakcję, o wygraną w golfa, o pokonanie tego drugiego, a nie o pieniądze. Ambicja, chęć udowodnienia sobie, innym, a przede wszystkim przeciwnikowi, że jestem lepszy.

Tiger, który wrócił po długiej przerwie do golfa i ponad wszelką wątpliwość chce wrócić do pasma zwycięstw i udowodnić wszystkim, szczególnie tym co ze względu na jego wiek i wydarzenia skreślili go już z panteonu gwiazd, że ciągle może być numerem jeden i ciągle stać go na efektywne i efektowne zwycięstwa.

Lefty, który powoli zbliża się do końca kariery, ale ma jeszcze ciągle zapał i ochotę do gry i chęć pokazania, że jest lepszy od Tigera.

Obaj grali wielokrotnie ze sobą na różnych turniejach w jednym flight’cie, obaj niecałe dwa miesiące temu reprezentowali barwy USA w meczu Ryder Cup przeciwko Europie i gdzie obaj dość słabo wypadli.

Obaj należą do starszego już pokolenia golfistów, ale obaj ciągle jeszcze mają głód wygrywania i każdy z nich chce być numerem jeden.

Zasady (rules) : w golfa można grać stosując różne formaty gry.

Najczęściej gra się na uderzenia – netto lub brutto. Netto jest wtedy kiedy od uzyskanej liczby uderzeń na polu odejmujemy, uwzględniamy, swój handicap, brutto jest wtedy kiedy jako końcowy wynik zgłaszamy faktyczną ilość wykonanych uderzeń. Po angielsku (w języku golfowym) ten format nazywa się stroke play. Można jednak grać również na dołki. To nazywa się match play. Nie ma znaczenia ile wykonałeś uderzeń na kolejnym dołku. Liczy się tylko to czy zrobiłeś ich mniej niż twój przeciwnik. Przegrywający grę na danym dołku może go poddać w dowolnym momencie, a i tak dla zwycięzcy liczy się tylko jeden punkt na wygrany dołek. Jeśli więc po skończonej grze na 15-ym dołku prowadzisz już 4 punktami (dołkami) to grę się przerywa, bo nawet jak twój przeciwnik wygra trzy ostatnie dołki to i tak cały mecz przegra jednym punktem (dołkiem). Drobnych różnic w regulaminie gry w formacie match play jest więcej, ale zasadnicze są dwie :

  • w dowolnym momencie możesz poddać dołek
  • w dowolnym momencie, kiedy obie piłeczki – twoja i twojego partnera są na greenie możesz darować mu uderzenie mówiąc oficjalnie : gimmie, czyli po polsku daję ci (darowuję) to uderzenie, albo po prostu OK, albo that’s fine

Szczególnie ta druga zasada wśród równorzędnych graczy ma duże znaczenie.

To jest miejsce i czas na wiele zagrywek psychologicznych. Uważa się, że z odległości około metra do właściwego dołka, zawodowy golfista ma ponad 96% szans umieszczenia piłki w dołku. Jeśli ja gram pierwszy (pierwszy zawsze gra ten, którego piłka jest dalej) i trafię do dziurki, to mogę dowolną ilość razy darować putt przeciwnikowi, zakładając że trafi i że zremisujemy dołek, a potem nagle na którymś kolejnym dołku każąc mu zagrać. Zdarza się często w takich wypadkach, że presja i brak praktyki na kilku wcześniejszych dołkach powoduje, że przeciwnik nie trafia, zdawałoby się 100% putta.

Taki właśnie format obowiązywał w grze Tigera z Leftym – Match Play. Grali na dołki.

The Match : zaczęli punktualnie o 12.00 miejscowego czasu (u nas była 21.00).

Pierwszy Phil, który wyjął z torby 2 iron, kij praktycznie nie używany przez amatorów z uwagi na wymaganą precyzję uderzenia. Woods poszedł w jego ślady i też otworzył ironem. Dołek zremisowali choć założyli się o 200 tys. dolarów, że Phil  zagra birdie, czyli o jedno uderzenie mniej niż przewiduje norma tego dołka – par 4.

Zostało ustalone, że mogą zakładać się dowolną ilość razy o to kto dalej zagra lub kto będzie po którymś tam uderzeniu bliżej dołka. Pieniądze jednak szły z ich prywatnych kieszeni i z góry były przeznaczone na cele charytatywne. Suma summarum wyszło, że Mickelson wygrał na cele dobroczynne od Tigera 600 tys.$, a Woods od Phila 200 tys.$. Drobne pieniądze w końcu, biorąc pod uwagę ich portfele, a nie mówiąc już nic o wygranej Leftego.

Mickelson wygrał drugi dołek i prowadził jednym punktem (dołkiem) aż do 7-ego, par 5, który przegrał, wpadając podczas ataku na green do bunkra i z niego grając do kolejnego bunkra. Zrobił się remis, czyli po golfowemu all square.

Potem znowu wygrał na 8-m dołku obejmując ponownie prowadzenie i stan ten utrzymał się do dołka nr 11. Ten i następny wygrał pod rząd Tiger (dwa birdie, jeden po drugim, wobec dwóch parów Phila) i po raz pierwszy to on wysunął się na czoło. Nie na długo, bo już 13-y znowu wygrał Mickelson doprowadzając ponownie do remisu. Lepszy okazał się znowu na dołku 15, par 4, żeby za chwilę przegrać dołek 17, par 3. 18-tkę zremisowali i mecz nie wyłonił zwycięzcy.

Zgodnie z regulaminem poszli więc na dogrywkę, ponownie na 18-y dołek, przepiękny par 5. Nic to nie dało i dalej był remis. Gra musiała jednak wyłonić zwycięzcę, grali więc dalej. Słońce powoli zachodziło. Zapalono przygotowane wcześniej światła oświetlające 18-y green, wyznaczono miejsce przed domem klubowym w odległości mniej więcej 80 m od dołka i  zaproszono obu panów do kontynuowania gry. Rozgrywany w ten sposób dołek nr 20 nie dał rozstrzygnięcia, obydwaj zagrali po parze. Tiger, który z tak małej odległości nie trafił na green zrobił ładnego chipa pod flagę skończył w trzech uderzeniach, Lefty z kolei nie trafił długiego pierwszego putta i też zapisał trzy uderzenia.

Poszli więc ponownie grać ten sam skrócony dołek i historia prawie się powtórzyła : Tiger znowu nie trafił w pierwszym uderzeniu na green i musiał chipować w kierunku dołka. Tym razem jednak nie zagrał tak precyzyjnie jak za pierwszym razem i po pierwszym puttcie Phila (który znowu zagrał pierwsze uderzenie na green, ale ponownie dość daleko do dołka) był dalej od dołka. Lefty zagrał puttem pod flagę, dostał od Tigera gimmie i zapisał wynik 3 uderzenia. Piłka Tigera leżała prawie trzy metry od dołka i komputer dawał mu zaledwie 57% szans na trafienie. W zasadzie Mickelson miał wygraną w kieszeni.

Wtedy wszyscy doznali szoku. Phil darował uderzenie Tigerowi godząc się na remis i rezygnując z praktycznie pewnej wygranej. Widzowie zamarli bo komentarz był nasuwający się automatycznie i jednoznaczny – nie chcę z tobą wygrać w ten sposób. Chcę wygrać z tobą nie przez twój błąd, czy złe zagranie, ale przez to, że ja zagram lepiej.

Poszli więc grać dołek nr 22, a akcje Phila podskoczyły o milion procent.

Teraz już prawie wszyscy życzyli mu zwycięstwa. I tak się stało. Woods choć tym razem trafił w pierwszym uderzeniu na green potrzebował dwóch puttów, a Mickelsonowi, który po otwarciu „położył” się pod flagą wystarczył jeden.

9 mln dolarów dla niego i sława zwycięzcy w meczu jeden na jeden z jednym najlepszych golfistów świata.

Brawo Phil, brawo Lefty.

Mecz jednak ogólnie był dość słaby, czegoś w nim brakowało. Może trochę agresji sportowej, może spektakularnych zagrań, może walki i dramaturgii oczekiwanej przez wszystkich. Phil zdecydowanie lepiej i dużo dalej niż zwykle zagrywał pierwsze uderzenia, ale wyraźnie nie szła mu krótka gra z której jest znany. Tiger znowu popsuł kilka otwarć, do czego ostatnio nas przyzwyczaił i z których ładnie się wybronił, dobrze chipował, ale już z puttowaniem nie było najlepiej. Gdyby nie te dwa wielkie nazwiska idące przez pole koło siebie i chwilami życzliwie zagadujące jeden do drugiego, mecz można by uznać za przeciętny. Emocje pojawił się dopiero w dogrywce, ale za to jakie !

Widzowie : nie wiem ilu ludzi zasiadło przed telewizorami na całym świecie. Mecz był transmitowany na żywo w systemie pay per view, a cena nie była wygórowana -poniżej 20 $.

Ja oglądałem część dzięki zaproszeniu Kasi Terej – szefowej Golf Channel Polska (który transmitował całe wydarzenie) i  Audi City Warszawa goszczącym ponad 100 widzów w nowo otwartym, ekskluzywnym salonie na Placu Trzech Krzyży, a resztę w domu, samotnie delektując się grą mistrzów i robiąc pilnie notatki na potrzeby tego felietonu. Zaskoczyła mnie jedynie ilość widzów na tym pięknym polu. Spodziewałem się tłumów idących w tysiące, a było tam jedynie 700 wyselekcjonowanych, imiennie zaproszonych gości. Cóż organizator ma zawsze specjalne prawa.

Wnioski : to było wielkie wydarzenie.

Dwie nietuzinkowe postacie, dwaj wspaniali golfiści.

Być może aktorzy nie do końca stanęli na wysokości zadania, przekładając rutynę nad widowisko i dopiero w końcówce podnieśli temperaturę na widowni, ale czy były to ich role życia, tego nie jestem pewien. Z drugiej strony presja była pewnie ogromna, a spektakularne zagrania i dramaturgia nie zawsze są na zawołanie. Przepiękna, naturalna scenografia Shadow Creek, pola które jest numerem jeden w Newadzie (choć mnie podoba się bardziej Wolf Creek Golf Clu) i jednego ze stu najlepszych w USA była dopełnieniem tego spektaklu. To tu 14 lat temu Tiger zagrał 60 uderzeń i jako jeden z trzech ma rekord pola. W piątek to mu się nie udało i wygrał Mickelson, cóż takie jest życie, taki jest sport.

Świat czekał na taki mecz i na to przedstawienie i dostał to co chciał.

Bo golf to piękny sport, a Lefty i Tiger są jego ucieleśnieniem i ponadczasowymi aktorami przez duże A.

 

Pozdrawiam

Pasyn

Instagram: Traveling4golf

Facebook: fanpage – Pasyn travelling4golf

Twitter: Pasyn1

w.pasynkiewicz@upcpoczta.pl

Wojciech Pasynkiewicz

Lekarz z wykształcenia, manager z zawodu.Gra w golfa od 2003 roku.Członek First Warsaw Golf & Country Club.Członek wspierający PGA Polska
Handicap: 14,0
Pasjonat i popularyzator golfa. Od 8 lat jeździ po świecie opisując i kategoryzując pola golfowe Prowadzi blog Travelling4Golf.
Rodzina: żona i dwóch synów

Komentarze

Kliknij tutaj aby dodać komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Newsletter

SKLEPY GOLFOWE

Wojciech Pasynkiewicz

Lekarz z wykształcenia, manager z zawodu.Gra w golfa od 2003 roku.Członek First Warsaw Golf & Country Club.Członek wspierający PGA Polska
Handicap: 14,0
Pasjonat i popularyzator golfa. Od 8 lat jeździ po świecie opisując i kategoryzując pola golfowe Prowadzi blog Travelling4Golf.
Rodzina: żona i dwóch synów